hero background

Organmistrzostwo

Organmistrzostwo dla mnie to coś więcej niż zawód. To moja pasja. Dla rzemiosła tego zrezygnowałem z kariery w wyuczonym zawodzie (ukończyłem Wydział Budowy Maszyn Politechniki Gdańskiej z wynikiem bardzo dobrym). Z pasji rzemiosło to stało się moją profesją nie z konieczności lub przypadku – był to świadomy wybór.
Swoje pierwsze kontakty z organami piszczałkowymi zawdzięczam ks. Józefowi Siance – Salezjaninowi, wikariuszowi fromborskiej katedry. Jako kilkuletni chłopak rozpocząłem u Niego lekcje gry na organach i w ramach swoich skromnych dziecięcych możliwości pomagałem w dźwiganiu szacownego instrumentu z ruiny powojennej. Ileż to nocy spędzonych przy klawiaturze, wiele godzin na deskach pod organami gdy trzeba było coś przytrzymać, podać narzędzia.
Pamiętam emocje pierwszych koncertów organowych począwszy od 1967 roku gdy instrument jeszcze nie w pełni sprawny po wielu latach milczenia ciągle czymś zaskakiwał. Zna mnie także cała „organowa” Polska i nie tylko, ponieważ stałem się „etatowym” registratorem w czasie letnich festiwali. W miarę upływu czasu i nabywaniu umiejętności włączałem się do coraz poważniejszych prac przy odbudowie oraz rozbudowie organów fromborskich. W tym czasie pomagałem ks. Siance w opracowywaniu dokumentacji inwentaryzacyjnych organów w Łabędniku, Młynarach, Pasłęku, Świętej Lipce, Węgorzewie, Fromborku.

Umiejętności moje na tyle budziły zaufanie ks. Sianki, że w 1973 roku, gdy wyjeżdżał na misje do Brazylii przedstawił mnie swemu następcy ks. prof. Janowi Bednarzowi jako osobę odpowiedzialną za stan instrumentu zarówno od strony technicznej jak i za strój. Ks. prof. Bednarz jako były dyrektor Szkoły Organistowskiej w Przemyślu był osobą bardzo wymagającą – jak wynika z wystawionego zaświadczenia sprostałem temu zadaniu. Podczas studiów na Politechnice Gdańskiej wielokrotnie byłem wzywany do usuwania usterek technicznych oraz korekty stroju. Instrument przez okrągły rok utrzymywany był w dyspozycji koncertowej.
W 1984 roku oficjalnie zarejestrowałem warsztat w rzemiośle organmistrzostwo. Na stałe opiekuję się organami w katedrze we Fromborku, w katedrze w Olsztynie, w katedrze w Ełku, w katedrze w Kwidzynie w bazylice o.o. Jezuitów w Świętej Lipce w bazylice księży Salezjanów w Czerwińsku nad Wisłą podczas corocznych festiwali organowych, zabezpieczam obsługę tych instrumentów podczas nagrań płytowych, radiowych czy telewizyjnych. Świadczę swoje usługi filharmoniom (Olsztyn, Białystok) i szkołom muzycznym (Olsztyn, Mława, Białystok, Gdańsk). Opiekuję się koncertowymi organami na terenie Archidiecezji Warmińskiej: Giżycko (Sanktuarium św. Brunona), Kętrzyn, Orneta, a także w kościołach ewangelickich w Giżycku, Pasymiu i Olsztynie.
Spędziłem prawie pół roku na praktyce w znanej firmie organmistrzowskiej Gerharda Shmidta w Bawarii przy odbudowie historycznych organów i przy budowie nowych instrumentów.
Wykonywałem prace na zlecenie Generalnego Konserwatora Zabytków oraz Wojewódzkich Konserwatorów Zabytków w Elblągu i Olsztynie.
Zbudowałem od podstaw trzy instrumenty o trakturze mechanicznej. Dokonałem remontów kapitalnych około stu instrumentów.

Sam gram na organach, co nie jest bez znaczenia w tym rzemiośle. Wiem czego oczekuje organista od organmistrza.
Ośmielam się twierdzić, że organy nie mają dla mnie tajemnic, choć każdy instrument przynosi nowe doświadczenia i przy każdym czegoś nowego się uczę.
Organy to „królowa” instrumentów. Jak przystało na królową, koszty ich budowy, remontów i utrzymania są duże. Prace przy nich wymagają precyzji, benedyktyńskiej cierpliwości. Uczą pokory. W swojej działalności używam najwyższej jakości materiałów. Drewno minimum dziesięcioletnie, naturalnie leżakowane. Specjalnego garbunku skóry. Różne dla różnych materiałów kleje. I czas pracy. Precyzyjne ucho i wyczucie smaku przy intonacji. To niestety kosztuje i to dużo kosztuje.
Jak meteoryty pojawiają się firmy, które za pół, albo trzecią część ceny podejmują się dokonać prac rzetelnie wycenionych. Nie łudźmy się, na czymś muszą zaoszczędzić. Widziałem już różne „cuda”: mieszki z papieru czy folii, miechy z dermy, silikon, czy elektryczne rurki jako przewody powietrzne. Jeśli ktoś mówi, że w ciągu trzech dni dokona remontu 16-głosowego instrumentu (naprawi miech, usunie usterki techniczne, wyczyści, drewno podda dezynsekcji, zintonuje i nastroi) za cenę 3000 zł, to może to wzbudzić tylko uśmiech politowania. Nie u wszystkich jednak, są gospodarze obiektów, którzy w to wierzą – bo taniej. Skutki są opłakalne. A organy jak nie grały, tak nie grają.

Organy nie uznają kompromisów. Za rzetelną pracę potrafią się odpłacić pięknem brzmienia. Jak każdy skomplikowany mechanizm wymagają okresowych przeglądów, regulacji. Jak każdy instrument – strojenia.